/
3 lutego 2019
/

Co łączy Taco Hemingwaya oraz Słonia?

Z pozoru nic, gdy spojrzymy głębiej kryje się za tym jednak dosyć ciekawe przesłanie.

Rap powoli staje się sztuką. Wiem, że wielu z was założyłoby, że rap sztuką ulicy był od wielu lat – w zasadzie od powstania gatunku rządziła nim ulica. Czasy się zmieniły, a rap poszedł do przodu. I to w ten niekonwencjonalny sposób. Kto w latach 2000 myślał, że kiedykolwiek ktoś będzie chciał nawijać pod przerobioną muzykę taneczną w stylu techno. Myślę, że takich wizjonerów była garstka i jednak nie byli tak doceniani w tych czasach, jak wygląda to obecnie.

Muzyka ta przedostała się nie do większej społeczności, ale także do stacji radiowych oraz do ludzi, którzy nie obcowali za dzieciaka z rapem.  Przyczynili się do tego raperzy, którzy pojęli tę muzykę jako sztukę. Zachęcili swoimi kawałkami grono niestandardowych odbiorców, co pozwoliło na odkrycie słuchaczom także i tego standardowego podejścia do tematu. Wraz z upływem lat ludzie w rapie szukali czegoś innego niż brudny chodnik czy porozrzucane pety po kątach. Szukali swojej codzienności lub zupełnie odwrotnie – czegoś, co im się nigdy nie przytrafiło.

Idealnym przykładem przedstawienia codzienności człowieka, borykającego się ze standardowymi problemami mieszczucha jest Taco Hemingway. Wielu słuchaczy rapu jednak neguje fakt tego, że takowa postać w ogóle jest zaliczana do rapu. Bity pod jakie postanawia nawijać swoje kawałki Filip są dosyć niestandardowym podejściem do tematu, z czym zgodzi się każdy przeciętny słuchacz jego solowych dokonań. Styl w jakim deklamuje tekst na tracki jest też zupełnie inny, mało „rapowy” – dlatego wielu przeciętnych słuchaczy  uznało Taco, za kogoś kto robi muzykę, ale nie wiadomo jaką.

Zupełnie inną kwestią jest przedstawienie czegoś, co nigdy nie miało miejsca. Słoń postanowił pokazać, że da się z tego zrobić sztukę. Krwawą, ale jednak sztukę. Często rozbudowane porównania, a co ważne wyszukane pozwalające na prace wyobraźni dały nam nie raz obraz w głowie, którego nie spodziewalibyśmy się po najstraszniejszym horrorze. I istnieje też druga strona medalu. Nie wszyscy są w stanie słuchać takich rzeczy, bo po prostu ich to brzydzi bądź wolą coś co jest realistyczne. Coś, co może ich dotykać.

I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. W zasadzie rap jako muzyka stał się produktem. Jeżeli na coś jest popyt, to znajdzie się i w końcu podaż. Ludzie szukali czegoś wyrafinowanego, więc twórcy zaczęli sięgać coraz głębiej. Producenci zaczęli tworzyć bity, które dawniej uznawane były by jako odłam muzyki alternatywnej a teraz są postrzegane jako pełnoprawny rap.

I nikogo to nie powinno dziwić. Mimo wszystko jednak raperzy, którzy zaczynali od podwórka i czują ten styl, często muzykę, która jest odmienna od jej korzeni uważają za bezwartościową i nie wartą słuchacza. Wyświetlenia jednak mówią zupełnie coś innego. Ich krzyk jednak, nie jest niczym co miałoby budzić wątpliwości – to naturalne. Nikt nie chce zostać zepchnięty na boczny tor, mieć chudszy portfel czy też gorszy byt. Jak najdłużej chcą trzymać muzykę w tym samym szachu od którego zaczynali, aby móc wyżywić siebie oraz swoją rodzinę

Podobne wpisy
Popularne